K. pomaga Zosi się ubrać (a pora jest najwyższa - zbliża się południe). K. zapytuje: kto tak pobrudził rajtuzki?... Zofia bez wahania: Wstrętne, brudne jeże. Osłupiały Konik dopytuje, skąd się one wzięły, Zoś objaśnia: z dalekiego, brudnego lasu! (a teraz dyskutują na temat prawej i lewej głowy Zosi...) :)
skomentuj (1)Zofia, moszcząc się w samochodzi mojego brata, oznajmiła wujkowi i cioci, że mamunia ją kocha. Wiki i Ania natychmiast zapewniają Zosię, że oni ją też, oczywiście, kochają, Zoś jednak gasi nieco ich entuzjazm, stanowczo stwierdziając: ale mamunia kocha mnie BARDZIEJ.
skomentuj (0)
Ustawiam dźwięk w telefonie odziedziczonym po moim bracie, Zośka asystuje. Słuchamy różnych (czasem dziwnych) dzwonków zgromadzonych przez moje brata, między innymi pieśń o biedronce, a konkretnie o tym, że tylko biedronka nie ma ogonka. Poza tym w tym ambitnym utworze nie ma innego przesłania, bo w sumie i po co jakieś inne? A jednak Zoś, odtańczywszy szalony taniec o defektach biedronki, odczuwa potrzebę rozwiania ewentualnych wątpliwości i swobodnie proponuje drugą zwrotkę:
Tylko mróweczki mają ogoneczki, mają ogoneczki mróweeeeeczki. Ukłon, aplauz, publiczność domaga się bisów ;)
skomentuj (0)
Ja tęsknię za tatusiem - oznajmia rzewnie Zosia. Dochodzi 1 w nocy, młoda od rana choruje. Tata przebywał do niedawna na imprezie, ale został z niej wyciągnięty moim stanowczym żądaniem natychmiastowego nabycia i dostarczenia do domu termofora.
Skąd wiesz, że tęsknisz za tatą?... - pytam przebiegle.
Bo ja mam jego cień w mojej głowie. I stąd wiem.
skomentuj (0)
Jednym z istotnych aspetków spotkania Zofii z jej serdecznym przyjacielem, Mateuszem, okazała się zabawa samochodowym odkurzaczem. Ok, przyznaję, nabyliśmy Zosi podobny sprzęt, i zapewniam, dla tej radości, dla tego błysku w oku, i dla tych starannie wysprzątanych małymi rączkami i małym odkurzaczykiem kątów - było warto :>
Prezentuję Zofii nabytek, który aktualnie się ładuje, czego potwierdzeniem jest niebieskie światełko. Zoś badawczo się przygląda, i przypomina sobie, że odkurzaczyk Mateuszka miał światełko czerwone.
Ale niebieskie pasuje ci do oczu - sprytnie interepretuję ten drobiazg.
Zoś rozważa ten argument w milczeniu, po czym, zgodnie z prawdą, powątpiewa:
Mateuszek nie ma czerwonych oczu, przecież. Mamo.
[Zaiste, ich retoryka była aż nazbyt parciana - autoironicznie wyszydzam się wewnętrznie]
Odkurzaczyk mu do oczu nie pasuje.
[Dramat, doprawdy]
Sprawdzimy, czy działa? - nie, nie, to wcale nie jest biała flaga powiewająca smętnie nad pobojowiskiem usłanym trupami moich porażek retorycznych ;)
Pobudka:
Zofia nonszalancko o mnie wsparta jeszcze ciepłym od snu ciałkiem, wpatrzona w okno tęsknie, nuci -
ach, jak mi słońca brak! oto i ono, słońce kochane...
Nie ma takiego tematu, którego się nie da wyrazić piosenką. Oto mała próbka twórczości Zośkowej (śpiewanej, czego nie jestem w stanie oddać na blogu, zatem uwierzcie mi, drodzy czytelnicy, na słowo. Melodię sobie dośpiewajcie sami...):
- Jakie buty mam założyć? Jakie butki? Które butki mam założyć dziiiiiś?
- Dzień jest piękny i słoneczny, jak przepięknie pada śnieg! Dziś jeeeeest taki miły dzieeeeń!
- Rodzice kupili mi przysmaaaaczki, moi rodzice kochani.
- Niech ktoś zgasi księżyc, niech ktoś zgasi księżyc...
- Gdzie jest taki mały, czerwony talerzyk?